Niepotworne potwory
Artykuł zawiera spoilery!
Zdziwiłem się. Myślałem, że będzie to film o akcji, zabijaniu, mordowaniu, taki wielki, straszny film... A jest całkiem inaczej.
Film jest wycinkiem życia. Nie opowiada historii od A do Z, a jedynie jej drobny fragment.
Całość dzieje się po tym, jak na Ziemię dostały się kosmiczne zarodniki sprowadzone przez jedną z powracających sond. Pech chciał, że trafiły w Amerykę Środkową, rozprzestrzeniając się po znacznej części Meksyku oraz południowych Stanów Zjednoczonych.
W filmie nie zobaczymy jednak heroicznej walki żołnierzy US z tytułowymi Potworami. Nie będą to także żołnierze meksykańscy. Jest to film o dwójce prostych ludzi.
On - reporter, który poluje na swoją szansę trafienia na okładkę czasopisma z dobrym zdjęciem. Ona - córka szefa czasopisma, która znalazła się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwym czasie.
Żeby nie stracić pracy oraz szans na wypłynięcie, On po 'delikatnej sugestii' swego szefa, postanawia bezpiecznie odtrasportować Ją z Meksyku do USA. Pech jednak chce, że granica powoli się zamyka, ponieważ Potwory zaczynają migrację.
Film nie jest prowadzony dynamicznie, a dość spokojnie. Można przyjrzeć się temu, jak wygląda świat zaatakowany przez Obcych. Jest to miejsce, gdzie ludzie, pomimo zmieniających się warunków i otoczenia, starają się dalej żyć.
Na mnie ten film sprawił bardziej wrażenie dokumentu, niż pełnoprawnego spektaklu. Ale nie jest to jego wada, ale zaleta.
Niestety, pomimo faktu, że film mi się podobał, nie wszystko w nim jest piękne. Bardzo trudno przyjmowałem ujęcia 'z ręki', które dominują w całym filmie, o ile nawet nie są jedynymi. Rozdygotana kamera bardzo przeszkadzała, a momentami rozpraszała, przez co zamiast skupiać się na tym, co jest pokazywane, starałem się 'zminimalizować' jej ruchy.
Może dziwić wysoka nota za film, skoro pozostałe są stosunkowo średnie. Jest to zamierzony zabieg, gdyż tak jak piszę: film jako całokształt bardzo mi się podobał, chociaż poszczególne jego elementy nie są wybitne.
habdank
Co ciekawe, mnie ujęcia z ręki nie przeszkadzały. Nawet nie zwróciłem na nie uwagi, a zwykle jestem przeczulony. Np w Domu złym od razu na starcie za to się obraziłem na produkcję. Dogmy'95 wprost nie trawię. Jak widać tutaj albo bardzo pasowały, albo nie były znów tak natrętne. Za to film zyskał na "autentyczności", jak piszesz, sprawia wrażenie reportażu.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook